Tchoń – #prezentacja 6 VII 2018

„Z tego się nigdy nie wychodzi. Nigdy[1]

Było to razu pewnego.

Nie wiem czy to był szpital – nie pamiętam. Tyl­ko żywi się liczą, usłyszałem w radio.

„Umiera się w by­le ja­kim miej­scu życia. I dzieje człowieka za­war­te między urodze­niem je­go a śmier­cią wyglądają niekiedy jak non­sens. Któż bo­wiem jest w możności o każdej chwi­li prze­mijającej pa­miętać, by mogła ona być na wszel­ki wy­padek je­go ges­tem os­tatnim? Śmierć nieraz chwy­ta człowieka in flag­ranti, za­nim zdążył przed­sięwziąć ja­kiekol­wiek środ­ki ostrożności. Naj­bar­dziej lo­giczny plan życia, najściślej wyp­ro­wadzo­na for­muła je­go war­tości roz­pa­da się nag­le, gdy ujaw­niona zos­ta­nie os­tatnia niewiado­ma.[2]

Z daleka na wejściu, już serdecznie dziękują ci za przybycie. Ich profesjonalizm i uśmiech zmniejsza mój stres. A to tylko dwie drogi, które każą trzymać jedną – w jednej ręce, drugą w drugiej i dziedziniec, na którym stał pomnik: Cudowny Lekarz.

Strefy zamieszkania. Nic, kompletnie nic w tej Polsce, nawet higienicznych toalet. Ale najważniejsze jest to, że częstowali nas słodkimi lizakami, wznosząc ręce ku górze, by już żadna Młoda Polska nie troszczyła się o egzystencję, tak jak jest w przypadku ostatnim, który dzieli życie na dwa stany: o śmierć, które jednocześnie pisze wiersz i aranżuje park, do którego klucz mają tylko Pielęgniarze, o spodniach czystych, jak biel i wyprasowanych w kant, jednocześnie wybawia człowieka od tykania zegara… Szanowne jury znam sny XX wieku i w czyśćcu drewniaki.

Mówią, że ko­bieta jest jak ze­gar. Nakręco­na chwilą – bi­je godzinami.
– Ufam oddechom paradoksu.

Można próbować przełamać poczucie, zdając sobie sprawę z pewnych faktów do-biegających na 120 decybeli z kuchni, w której niezniszczona jeszcze nadzieja na obrazach, dalekich od nieskończoności ulatuje wraz z gazem, jak powietrze z pochwy i zainspirować się wewnętrznym krzykiem, najbardziej krytycznego głosu – swojego głosu, kiedy to deszcz, czy śnieg, a może szron, naznacza nową wiosnę bezsensu, przy pomocy sztuki, (daje możliwość wyciszenia i nirwany)? Ale koniec: „najlepszy dzień, jaki kiedykolwiek miałem, był wtedy, kiedy nauczyłem się płakać na zawołanie.[3]”?

Zduszeni między wierzbami, byliśmy jak wiśnie…

Nie mam odwagi już sam zgubić się w korytarzach, gdzie czwórkami szli do Turcji, albo Dubaju (w dosłownie kilka minut) i rozwieść się z kawą, jedyną słodką – brzegiem wytartego łokcia jak u psa… Kochają mnie jeszcze bułaty, jak mówił Mickiewicz – „Ten kraj szczęśliwy … gdzie – po psie płaczą szczerze i dłużej”, matka z ojcem zawiedli, przeliczyłem się, oni nigdy nie zabiorą mnie do kościoła, dadzą szansę sypiając na poddaszu na starcie, ale ja myślę: „świadectwem mądrości człowieka są muzea, biblioteki i wiedza osób wykształconych. Psy mają swą mądrość we krwi!

– Siedziałem na schodach – odsiedziałem trzy semestry patrząc na inne słońce; patrząc na zdjęcia umieszczone poniżej; uzupełnij zdania nazwami zwierząt – tak co dzień miałem czas na około 10 godzin snu, 6 kiedy kazano mi kłaść palec na ustach i dwie o których mowa, to już nie tylko mowa, ale garść przecinków. Reszta wyrwana z życiorysu. Dusi mnie jeans na blat rzucone cztery monety Top Secret, norma – 70 %[4]. Dano nam kilka pajęczyn kwadratowych metrów.

Wyprosiłem brata „Babuszkę” z Warszawy czy Żor. Oddech Kussmaula, to pewien stopień doskonałości. Spowiedź nie była uzewnętrznieniem a fałszywym faktem. Pień, to dom mrozu. I zagadka znalezionego – nie kradzionego?

We krwi mający mały promil szczęścia. Mea culpa.

Poza bałaganem związanym z rozlewaniem a zarazem rozwolnieniem krwi na menażki, + dodatkowy bałagan związanych z wrzuceniem różnych zakresów świadczeń do jednej umowy ryczałtowej, podpisałem aneks do umowy o samorodny tomik. Cienkie paznokcie potoczyły się wraz z piłką zachodzącego Słońca. Obarczony pięknem dwu biegunów…

Wstrzymano ruch.

__________________________

[1] Zofia Posmysz
[2] Zofia Nałkowska
[3] Kurt Cobain, The finest day that I’ve ever had Was when I learned to cry on command. (ang.), On a Plain
[4] Firma odzieżowa